Po wczorajszej, całodniowej wycieczce do Warszawy wprost padałam z nóg. Nie żałuję jednak, że pojechałam - miałam okazję obejrzeć niesamowite przedstawienie w teatrze Buffo - "Metro". Każdemu, kto kiedykolwiek będzie się zastanawiał nad pójściem na owy spektakl, gorąco go polecam. Rano, jak zwykle o szóstej zadzwonił mój budzik, powiadamiając mnie, że czas ruszyć się do szkoły. Wstałam, wyłączyłam budzik i poszłam spać dalej. Kiedy wstałam, było już po dziesiątej. Niechętnie wyczołgałam się z łóżka, kierując się ku drzwiom, by zejść prosto do skrzynki na parterze.
O ile przez ostatnie dwa tygodnie ze szkoły biegłam przekonana, że tym razem NA PEWNO znajdę list w skrzynce, to dzisiaj do skrzynki szłam bez najmniejszej wiary, że znajdę tam coś poza kolejnymi gazetkami z Tesco lub rachunkami. Jak bardzo się myliłam! Kiedy tylko otworzyłam skrzynkę, znalazłam kopertę zaadresowaną moim pismem. Wiedziałam, że to koperta zwrotna od jednego z aktorów, do których ostatnio wysłałam list. Drżącymi rękami wyjęłam list ze skrzynki i niezwykle szczęśliwa, pobiegłam w podskokach na trzecie piętro, by ostrożnie otworzyć list. A szczerze mówiąc, to list otworzyłam już na drugim piętrze. To co tam znalazłam, przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Nie spodziewałam się odpowiedzi od tak wspaniałego aktora po niecałym miesiącu! W skrzynce znalazłam list od Johna Hurta. Johna Hurta fani "Harry'ego Pottera" kojarzą przede wszystkim ze wspaniałej roli wytwórcy różdżek, Ollivandera. Zagrał również w produkcjach jak "Doctor Who" lub "V jak vendetta", oraz wielu innych, wspaniałych filmach. Moje serce pan Hurt zdobył w roli Quentina w filmie "Anglik w Nowym Yorku" oraz Johna Merricka w cudownym filmie "Człowiek Słoń".
W kopercie znalazłam dwa zdjęcia - jedno, wysłane przeze mnie i jedno, wysłane przez pana Johna. Moje zdjęcie było niepodpisane, co nurtuje mnie do tej pory. Po dokładnym obejrzeniu zdjęcia, przeszukaniu forum poświęconego autografom stwierdziłam jednak, iż nie jest to autograf pre-print. Pomijając fakt, że podpis nie wygląda na nadrukowany, przekonała mnie do tego jedna, mała kropka na końcu, której nie ma na reszcie takich samych zdjęć wysłanych przez aktora. Po godzinie nadal szczęście mnie rozpiera, wciąż nie mogę uwierzyć, że tak wspaniały aktor otrzymał mój list, a na dodatek znalazł czas, by wysłać mi autograf. Po otrzymaniu listu od Matthewa Lewisa ponad miesiąc temu, zła passa minęła i wreszcie otrzymałam upragniony autograf. Było to ewidentnie najlepsze rozpoczęcie wiosny pod Słońcem!
Pierwszy wpis za nami. Mam nadzieję, że znajdą się wśród osób, które to przeczytały, osoby, które zostaną ze mną dłużej, chociaż wiem, że mój pierwszy post niektóre osoby może nudzić. Za wszelkie komentarze będę niezwykle wdzięczna! Życzę Wam wszystkim wspaniałej wiosny! :-)
