Wreszcie nastał tak oczekiwany przeze mnie dzień - środa. Pogoda wprawdzie nadal nie dopisuje - co skutecznie uniemożliwia mi wyjście na zdjęcia - to napełnia mnie radość, związana z wolnym. Wiosna, szczególnie pod względem autografów jest dla mnie niezwykle pomyślna. O ile odkąd zaczęłam swoją przygodę z kolekcjonowaniem autografów poprzez drogę korespondencyjną dostawałam jedną odpowiedź miesięcznie, tak w tym miesiącu dostałam ich już ponad trzy. Ledwo w piątek oszalałam z radości otwierając skrzynkę, to w środę nie mogłam uwierzyć w moje szczęście, widząc kolejną kopertę zaadresowaną moim pismem. Aczkolwiek dziś chciałabym powrócić do piątkowej radości.
Wracając ze szkoły przyspieszyłam kroku. Biegłam. Wiedziałam, że w skrzynce znajdę coś ekscytującego, zachwycającego. Emma Thompson? Maggie Smith? Przez ponad godzinę, odkąd otrzymałam SMS 'zemdlejesz jak otworzyć skrzynkę' dręczyły mnie wątpliwości, a dociekliwość nie pozwalała wytrzymać dziesięciu sekund w miejscu. Wreszcie dotarłam do skrzynki. Z trzęsącymi rękoma otwierałam skrzynkę, wyjęłam rachunki i.. dwie koperty, zaadresowane do mnie, moim pismem. Nim się obejrzałam dotarłam do trzeciego piętra otwierając w pokoju koperty. W kopercie znalazłam autografy, jeden opatrzony dedykacją, drugi - pozdrowieniami. Jak wskazuje tytuł, jedną odpowiedź otrzymałam od Miriam Margolyes, która fantastycznie przeniosła na ekran charakter profesor zielarstwa, Pomonę Sprout. Druga odpowiedź zaś była od Hazel Douglas. W przypadku P.Douglas był to mój drugi list. Oba podpisy otrzymałam szybko, bo zaledwie po dwudziestu trzech dniach.
Na sam koniec, chciałabym się podzielić wiosennymi zdjęciami. Po paru dniach czekania, aż deszczowa pogoda przeminie wreszcie udało mi się wybrać na spacer i uchwycić piękność wiosny.
Dziękuję za odwiedzenie bloga. Będę wdzięczna za wszelkie komentarze!:)

