piątek, 16 maja 2014

Mithrandir

   Zaniedbałam ostatnim razem bloga. Główną tego przyczyną była przede wszystkim uciekająca wciąż wena. Kiedy w mojej głowie narodziła się idea na nowy post, kiedy siadałam do pisania, wszelkie pomysły ulatniały się. W dzisiejszy poście pragnę przedstawić Wam moje kolejne autografowe sukcesy, a także zaczerpnąć od Was nieco inspiracji.
    W ciągu całej mojej autografowej przygody, która trwa już około pół roku, nigdy tak na prawdę nie liczyłam na odpowiedź. Ostatnie dwa miesiące mijają mi strasznie leniwie. Czytanie książek, błądzenie w bezkresach internetu. Dwudziestego ósmego marca wysłałam kilka listów, w których pokładałam niewielką nadzieję. Na cztery z nich otrzymałam już odpowiedź - jedenastego kwietnia otrzymałam odpowiedź od Hazel Douglas i Miriam Margolyes. Jednak moje ambicje sięgają zawsze znacznie wyżej, a dziś, chcę przedstawić Wam jeden z owoców moich ambicji.

    Od kiedy pamiętam, zawsze byłam fanką "Harry'ego Pottera" oraz "Władcy Pierścieni", choć jako sześcioletnia dziewczynka nie miałam pojęcia, że istnieją tak wspaniałe książki, na podstawie których stworzono filmy. Za każdym razem z wielką chęcią siadałam przed ekranem telewizora i zagłębiałam się w magiczny świat Śródziemia i Harry'ego Pottera. Tworząc  listę aktorów, o których podpisach marzę, nie pominęłam specjalnej rubryki na obie serie. Jeśli mowa o "Władcy Pierścieni", zawsze fascynowała mnie tuż po Legolasie postać Gandalfa. Od Szarego Wędrowcy wręcz bije magia, mądrość i tajemnica. Wspaniała obsada ekranizacji "Władcy Pierścieni" zdecydowanie wpłynęła na fakt, że tak często porywało mnie filmowe Śródziemie. 
    Jednym z pierwszych nazwisk, jakie wpisałam do mojej listy, był właśnie sir Ian McKellen. Wysyłając list do aktora, nie byłam przekonana co do sukcesu. Stwierdziłam jednak, że jeśli nie spróbuję, nigdy się nie dowiem o powodzeniu lub niepowodzeniu tej wysyłki. Kiedy siadłam do pisania listu, słowa same przelewały mi się na papier. Wiedziałam, że list będzie długi, więc starałam się pisać jak najściślej. Pomimo to, musiałam jednak skrócić swoje myśli, by nie wyjść na ponad stronę. Zbliżały się godziny zamknięcia poczty, a ja stwierdziłam, że muszę dziś wysłać przesyłki. I tak oto w czterdzieści minut zrobiłam spory kurs po całym mieście. Usatysfakcjonowana, że wysłałam ponad cztery listy wróciłam padnięta do domu.
   Dwudziestego ósmego kwietnia zostałam w domu, ze względu na migrenę. Około dziesiątej usłyszałam natrętny domofon. Kilkanaście sekund później, dotarło do mnie, że ktoś dzwonił, jednak gdy tylko wyczołgałam się z łóżka, sygnał ustał. Zdenerwowana zbiegłam z trzeciego piętra prosto do skrzynki, gdzie znalazłam coś, przekraczającego moje najśmielsze oczekiwania. Odpowiedź od jednego z moich ulubionych aktorów - Iana McKellena.
    

     Do tej pory nie mogę uwierzyć, że po miesiącu otrzymałam odpowiedź od tak wielkiego aktora, na dodatek opatrzoną dedykacją. Ian McKellen jest dla mnie nie tylko wspaniałym aktorem - jest również cudownym człowiekiem, od którego czerpię wiele inspiracji.
    Na koniec pragnę zapowiedzieć Wam nowy, pierwszy rozdział opowiadania, które będę publikować na blogu, a zarazem spytać o.. imiona. Pomimo, że mam już wstępną wersję, do tej pory nie wymyśliłam imion bohaterów opowiadania. Jeśli macie w zanadrzu ciekawe (najlepiej angielskie) imiona damskie i męskie, możecie podzielić się swoimi ideami w komentarzach. 
    Jeśli wena będzie mi sprzyjać, pod koniec miesiąca pojawi się na blogu nowy post - oprócz opowiadania mam w zanadrzu nowe, niepublikowane dotąd sukcesy oraz pomysły. Mam nadzieję, że i tym razem nie zanudziłam Was za bardzo, a także dziękuję za odwiedzenie bloga. Na zakończenie - trochę wiosny. :)